Sztuka życia i przetrwania

Ciosy są szybsze niż myśl. Tu nie przyda mi się doświadczenie z boksu, siła i długie ręce. Błyskawicznie pokonuje mnie ktoś, kto atakuje jakby od niechcenia i w sposób, który był dla mnie dotąd zaprzeczeniem walki. Taki jest WingTsun, chyba najbardziej niezwykły styl w Kung-Fu.
Dai Sifu Norbert Maday, Węgier z rodziny o polskich korzeniach odwiedza Polskę przynajmniej raz w miesiącu. Jest mistrzem stylu WingTsun, kieruje własnym ośrodkiem treningowym w Kesckemet na Węgrzech. Na jego seminaria przyjeżdżają uczniowie z całej Polski: z Wrocławia, Szczecina, Warszawy. Wypełniają szczelnie salę. Kiedy Dai Sifu pokazuje kolejny element tłoczą się łowiąc w milczeniu każde słowo mistrza.
W tej walce nie ma ani jednego zbędnego ruchu. Ciosy zadawane są krótkie, proste. Trafiają w ochraniacze zakładane na klatkę piersiową. Pozornie niedbały cios rozluźnionej ręki sprawia, że czasem pęka ochronna deska. Barki pozostają nieruchome. Po ataku nie następuje wycofanie. Walczy się blisko, cały czas w kontakcie z przeciwnikiem, właściwie podążając za nim, w stałym, fizycznym kontakcie. Ugięte nogi, płynne ruchy, lekko obniżony środek ciężkości i niezwykle stabilna pozycja. 
Siedzę patrząc z podziwem na ten pozornie mało widowiskowy styl, który już po kilku minutach obserwacji zachwyca mnie swoją naturalnością i skutecznością. Co z tego, że nie ma w nim efektownych wyskoków i pojedynków. Jest za to minimalny ruch, szybkość i niezwykła skuteczność. Tego oczekuję od sztuki walki.

 

Wing-tsun – moja miłość
Dai Sifu Norbert Maday naucza WingTsun od ponad 20 lat. Niezwykła sztuka walki urzekła go jako 14-letniego chłopca i nigdy nie myślał, żeby zajmować się w życiu czymś innym.
- Dla mnie WingTsun jest moją prawdziwą, jedyną miłością, więc nigdy nie pociągał mnie inny styl. Ten spełnił wszystkie moje oczekiwania. Najpiękniejsze w Wing-Tsun jest to, że może zmienić ćwiczącego. Pomaga mu się rozwinąć, osiągnąć wewnętrzny spokój, stać się lepszym człowiekiem. Widzę to w sobie, bo sam pozbyłem się wielu negatywnych cech z czasów młodości. Nie tylko udoskonalałem swój sposób walki, ale on mnie także kształtował. Z wiekiem odkrywałem całą głębię, wszystko to, co jest poza techniką. Chcę, żeby ludzie uwierzyli, że sztuka walki jest taka samą dziedziną sztuki jak muzyka, malarstwo czy taniec. Jest unikalna, wartościowa – mówi Norbert Maday, europejski wychowanek Sijo Leung Tinga, najwyższego żyjącego mistrza WingTsun.
Zdaniem Norberta Madaya, WingTsun każdemu daje coś innego. Niektórym ogranicza gwałtowny temperament, innych uczy wierności, wytrzymałości, pewności siebie. Jest jak lustro, w którym można dostrzec własne słabości. System treningu pomaga te słabości pokonywać. Droga do doskonałości nie jest łatwa, wiedzie przez 12 stopni uczniowskich i 12 mistrzowskich. Ten, kto zechce się rozwijać ma przed sobą cel na wiele lat.

Również techniczna strona stylu jest wyjątkowa 
Ten styl w Kung-Fu zapoczątkowały kobiety: mniszka Ng Moi przekazała ją swojej uczennicy Wing Tsun (tzn. Piękna Wiosna). Drobne Chinki musiały znaleźć inny niż siła sposób na pokonanie przeciwnika.
- Wiele różnych stylów Kung-Fu naśladuje zwierzęta, ale w WingTsun w centrum jest człowiek. Styl bazuje na wykorzystaniu jego anatomicznych możliwości. Uczymy się poszczególnych form jak alfabetu, z którego potem układamy słowa i zdania. Charakterystyczne ćwiczenie to tzw. „lepkie ręce” pozwalające na wyczuwanie kierunku i sposobu ataku oraz obronę wykorzystującą siłę nacisku i energię przeciwnika – Norbert Maday pokazuje poszczególne techniki.
Wing Tsun to styl prosty, ale niezwykle skuteczny, zabójczy. Dlatego wybierają go chętnie zarówno kobiety jako formę samoobrony, ale także żołnierze jednostek specjalnych wielu krajów. 
Motywacje do treningu są najróżniejsze, począwszy od chęci zachowania dobrej kondycji aż po miłość do sportów walki wyniesioną z dziecinnego zachwytu umiejętnościami Bruce Lee. Zdarza się, że adepci szukają alternatywy dla współczesnego świata konsumpcji. Pociąga ich tradycyjne, rygorystyczne zasady. Rzeczywistość, w której nikt nie walczy bez potrzeby, a użycie siły jest uzasadnione. Ćwiczenia okazują się przydatne również do uprawiania innych dyscyplin sportu. Każdy ma swoją własną drogę wojownika.
- Ćwiczę WingTsun dla zdobywania umiejętności samoobrony, dla wzmocnienia kondycji fizycznej i psychicznej – mówi drobna i pełna energii Ewa Jodkowska, pracownik naukowy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu – Odkryłam, że ma wiele wspólnego z jeździectwem, zwłaszcza w kwestii porozumienia z koniem. W obu przypadkach wskazana jest umiejętność wyczucia ruchu, rozluźniania i napinania mięśni, kontroli oddechów. Kobieta niewielkiego wzrostu może zarówno sprawnie powodować dużym koniem jak i pokonać w walce silniejszego przeciwnika stosując techniki WT. Tak w kontakcie z koniem jak i podczas treningu należy być życzliwym, konsekwentnym, pozbawionym agresji i opanowanym. 

Sekret mistrzów
Wing Tsun ma swoje legendy, pełen jest tajemnych znaczeń wynikających z jego historii, równie pociągającej i zagmatwanej jak historia Chin w ciągu ostatnich 300 lat. Gdy mnisi z klasztoru Shaolin w XIX wieku pomagali dynastii Ming w czasie walk wewnętrznych w Chinach, WingTsun był ich tajną bronią. Sekrety tego stylu wyniosło wówczas z oblężonego klasztoru pięciu mistrzów. Ich uczniowie oddali życie, aby umożliwić im ucieczkę i ocalenie ich sztuki. Czerpiący z konfucjanizmu, taoizmu i buddyzmu WingTsun zaczął rozpowszechniać się na Świecie dopiero w latach 60. Dzisiaj według jego zasad ćwiczą ludzie w 67 krajach.
Mistrzowie z klasztoru Shaolin mieli wielki szacunek dla życia i zdrowia przeciwnika. Tak jak mnisi umieli pogodzić sferę duchową ze sztuką walki, tak współcześni adepci sztuki nie używają swoich umiejętności bez potrzeby. Zasadą jest unikanie walki. Jednak, jeśli już do niej dojdzie, nie rządzą w niej żadne reguły, liczy się przeżycie. W tym stylu nie ma turniejów, nie toczy się pojedynków, bo bardzo szybko kończyłyby się one śmiercią jednego z uczestników. To sprawia, że nauczyciele starannie wybierają uczniów wśród ludzi, którzy otrzymując tę doskonałą broń będą umieli jej używać. Jednym z uczniów Dai Sifu Maday’a jest Sifu Andrzej Kominek. Dzięki niemu WingTsun na dobre zagościł we Wrocławiu.

Katarzyna Błesznowska