Opowieść o wazie

Dawno temu Chinach żył pewien mistrz miecza, który został zaproszony do odwiedzenia domu innego mistrza tej sztuki. Ci dwaj mistrzowie rozmawiając i popijając herbatę wspominali swą młodość i młodości wielkie wyczyny. Rozmowa stopniowo zmierzała ku ich własnym rodzinom i postępom, jakie czynią ich synowie.
Gospodarz miał trzech synów, którzy poświęcili swe życie dla osiągnięcia mistrzostwa we władaniu mieczem, tak jak zrobił to ich ojciec, dziad i ojciec ich dziada. Bardzo chcąc pokazać zdolności swych synów; a jednocześnie dać im lekcję, ojciec mrugnął porozumiewawczo do swojego gościa. Ostrożnie, niczym kot wziął on ciężką wazę z wnęki w ścianie i umieścił ją nad uchylonymi drzwiami, którymi wchodziło się do pokoju. Waza była w takiej pozycji, że kiedy otwierano drzwi spadała na głowę wchodzącego.

Z błyszczącymi oczami obaj starzy mistrzowie wrócili do herbaty i rozmowy, byli oni cierpliwi i mieli wiele spraw do przedyskutowania. Po pewnym czasie wielki mistrz zawołał swego najstarszego syna. Naturalną rzeczą jest, że najstarszy syn natychmiast usłyszał wezwanie ojca i szybko stanął przed drzwiami. Dało się zauważyć prawie niedostrzegalną pauzę. Syn spokojnie odsunął drzwi prawą ręką wchodząc i unosząc jednocześnie lewą otwartą rękę ku górze. Chwycił ciężką wazę zanim zaczęła spadać, obrócił się wkierunku pokoju unosząc ją nad głową. Pięknym gestem zasunął drzwi i umieścił wazę w jej dawnym położeniu, ponad nimi. Następnie bez słowa i zbędnego gestu ukłonił się z szacunkiem starym mistrzom. Twarz ojca promieniała, kiedy dokonywał prezentacji, mówiąc: „To jest mój najstarszy syn”. Jego stary przyjaciel patrzył w oczy syna długi moment, potem uśmiechnął się szeroko i wykonując w kierunku ojca głęboki ukłon odrzekł: „Jestem bardzo szczęśliwy, on nauczył się wszystkiego bardzo dobrze i stał się mistrzem miecza, jest wart Twego nazwiska”. Teraz ojciec odkłonił się, a w oczach starego mistrza stanęły łzy, kiedy dowiedział się, że, jego stary przyjaciel uznał jego syna mistrzem miecza.
Po niedługim czasie ojciec zawołał znów, tym razem wzywając średniego syna, który także odpowiedział szybko. Podszedł on do drzwi i natychmiast je otworzył, kątem oka spostrzegł spadającą wazę, a jego działanie było szybkie i celowe: zwinnie szybko usunął się bok chwytając wazę w ramiona. Jego zaskoczone oczy przebiegły po pokoju patrząc pytająco na wszystkich. Grzecznie stłumił instynktowną chęć okrzyku lub pytania, odwrócił się do drzwi, zamknął je i po chwili wahania ustawił wazę w jej poprzedniej pozycji. Ukłony zostały wymienione, a ojciec przedstawił go tymi słowami: „To jest mój drugi syn, on nie umie zbyt wiele, ale uczy się pilnie staje się coraz lepszy każdego dnia. Gość uśmiechnął się, ukłonił im obu i odrzekł: „Rozwija się on doskonale i pewnego dnia stanie się on dla Ciebie źródłem chluby”. Przez kilka chwil nikt nic nie mówił, myśląc o tym, co on powiedział i co się zdarzyło. Gospodarz poruszył się i dolał herbaty do czarki przyjaciela. Obaj wypili w milczeniu. Potem odstawiwszy czarkę z lekkim stuknięciem na lakierowany blat stołu, stary mistrz klasnął w ręce i zawołał swego najmłodszego.
Jak to często bywa z najmłodszym, był on nieco powolny w reagowaniu na wezwanie ojca. W ostatniej chwili próbował nadrobić swą powolność, przebiegając ostatni odcinek dogi do drzwi. Kiedy odsunął drzwi i wkroczył do pokoju, ciężka waza spadła, zadając mu silny cios w głowę. Uderzywszy go waza odbiła się, w tym momencie najmłodszy syn obrócił się jak strzała, wyjął miecz i przeciął ja na połowę zanim zdążyła opaść na tatami przykrywającą podłogę. Był on tak wściekły, że nie czuł bólu. Chłopie schował swój miecz bez należytego oczyszczenia i uśmiechnął się do wszystkich szczęśliwie, lecz w sposób nieśmiały i z zażenowaniem. „To jest mój najmłodszy syn ”-powiedział stary mistrz z niedwuznacznym udawanym uśmiechem. ”Jak widzisz sam widzisz, musi on się jeszcze długo uczyć”. „Ach tak”- odpowiedział stary przyjaciel. „Jednak jest bardzo szybki i bardzo silny”. W czasie tego popołudnia ojciec był uhonorowany przez gościa, który rozmawiam ze wszystkimi trzema synami, pytając ich o szkoły i nauczycieli. Nie przemian żartował, to mówili poważnie, a trzej synowie tak byli zafascynowani gościem, że zanim się spostrzegli zapadł zmrok i gość wstał szykując się do wyjścia.
Jest w zwyczaju dawać przyjaciołom podarunek zanim odejdzie się z ich domu. Mistrz dał znak synom. Najstarszy ukłonił się bardzo nisko i otrzymał piękną złotą szpilkę z małym diamentem. Stary mistrz długo patrzył w jego oczy, ale nie powiedział ani słowa. Młodszy syn ukłonił się bardzo nisko i dostał ciężką księgę, oprawioną w doskonałą skórę. Mistrz powiedział: „Stronnice tej księgi są niezapisane, tak jak niezapisane są stronnice twojego życia. To, co na nich napiszesz zależy tylko od ciebie”. Trzeci najmłodszy syn także ukłonił się bardzo nisko i otrzymał piękny błyszczący kieszonkowy zegarek. Mistrz powiedział mu: „Jeżeli chcesz się uczyć, to musisz zacząć od docenienia czasu. Potem będziesz to umiał, nigdy nie będziesz go marnował. Nawet, kiedy nie będziesz nic robił.” Dwaj mistrzowie uścisnęli się zwyczajem ludzi sztuk wojennych honorowy gość odszedł zostawiając po sobie smutek i pogodę ducha.